Monika Parda: Obok cierpienia istnieje niezwykła miłość.

Między książką a życiem, między ciszą a poruszającym słowem – tak rodzi się przestrzeń, w której nie ma miejsca na powierzchowność. Zapraszamy do lektury wyjątkowej rozmowy z Moniką Pardą, twórczynią projektu „Żyj Bardziej”, która swoją niezwykłą wrażliwością i uważnością na drugiego człowieka udowadnia, że pomagać można z każdego zakątka świata, a odległość nie ma znaczenia, gdy w grę wchodzi serce.
Monika Parda Zyj Bardziej wywiad dla Hospicjum Pomorze Dzieciom.
fot. www.cynamonstudio.pl

Marcin Żukowski, Hospicjum Pomorze Dzieciom: Jak, w jakich okolicznościach narodził się pomysł na stworzenie „Żyj Bardziej”? Możemy to sobie wyobrazić jako jednorazowy wybuch, impuls podyktowany jakimś wydarzeniem, rozmową, czy długotrwały proces przemyśleń, wahań i narastającej potrzeby działania?

Monika Parda, Żyj Bardziej: Wszystko zaczęło się, a właściwie nabrało konkretnego kształtu, w czasie pandemii, kiedy mój synek miał niespełna trzy lata. Świat nagle się zatrzymał. Wszyscy pamiętamy, jak z dnia na dzień zniknęło to, co wydawało się nam takie oczywiste. Pośpiech, plany, pewność jutra, rozpłynęły się. Paradoksalnie, właśnie wtedy, we mnie zaczęło się dziać coś odwrotnego. Jakby wszystko, co przez lata było zagłuszane codziennością, wreszcie mogło wybrzmieć. To nie był więc jeden impuls. Raczej proces mojego dojrzewania, a może nabierania odwagi? Bo ja już w dzieciństwie marzyłam o swoim miejscu łączącym te wszystkie nici mojej wrażliwości, od literatury, przez kulturę, sztukę, podróże, po empatię w wielu wymiarach. Miejscu, które będzie dawało innym coś więcej i pokaże, że literatura ma moc pomagania, bo na tym głębszym spojrzeniu zawsze zależało mi szczególnie. Jednak sądziłam, że nie mam na to czasu, pomysłów, że nikogo nie będzie to interesować. Dlatego chcę każdemu powiedzieć „nie odkładaj na później”, bo pasje mogą rodzić się na nowo w trudnych warunkach. W macierzyństwie, które uczy pokory, w zmęczeniu, które każe pytać o to, co naprawdę ważne, w książkach, które od dzieciństwa pomagają rozumieć świat, a teraz brakuje na nie chwili. W pewnym momencie zrozumiałam, że nie chcę już tylko przeżywać kolejnych dni, chcę być w nich naprawdę obecna, bo, zwyczajnie, innego czasu może nie być. 

Czym dziś jest dla Ciebie „Żyj Bardziej”? Bardziej osobistym pamiętnikiem, przestrzenią refleksji, narzędziem wpływu na innych, obszarem budowania społeczności ludzi mających podobne zainteresowania?

Dziś trudno mi zamknąć projekt „Żyj Bardziej” w jednej definicji, bo każda będzie zbyt ciasna. Najbliżej mi do myślenia o nim jak o relacji. Są dni, kiedy przypomina osobisty pamiętnik, miejsce, w którym próbuję nazwać to, co porusza mnie najbardziej. Ale najczęściej ta przestrzeń nie jest tylko moja, bo ludzie przychodzą tu z własnymi inspiracjami, historiami, doświadczeniami, stratami, nadziejami i zostawiają we mnie cząstkę siebie. Jestem im za to wdzięczna. Bo „Żyj Bardziej”, to właśnie takie miejsce spotkania – bez filtrów i konieczności udawania. Z radością, która jest moją siłą napędową. Między książką a życiem, między ciszą a rozmową, między wzruszeniem a codziennością. Zawsze z szacunkiem wobec siebie nawzajem, ze zrozumieniem naszych różnic i odmiennych poglądów. W świecie, który często zachęca do powierzchowności, chciałabym tworzyć przestrzeń, w której można po prostu zaglądać pod nią. 

Zauważasz, że Twoje teksty są bardzo wrażliwe i uważne na słowo. Skąd bierze się Twoja szczególna relacja z pisaniem?

Myślę, że przede wszystkim z uważności. Z tego, że dużo słucham – ludzi, historii, ale też tego, co pozostaje niewypowiedziane, bo czasem właśnie cisza mówi mi najwięcej. Z drugiej strony uwielbiam doświadczać, uważam że to najpiękniejsza inwestycja w życie, a pisanie pomaga mi wyrażać te przeżycia, w jakiś sposób zachowywać je na dłużej. Od zawsze czułam, że słowa mają ogromną moc, ale są też nośnikiem odpowiedzialności. Potrafią podnieść człowieka, ale mogą też zostawić w nim ranę na całe życie. Dlatego nigdy nie piszę na siłę, bo trzeba, pod trendy. Wierzę, że w świecie pełnym słów najbardziej czego nam brakuje, to prawdy. Jeśli już coś oddaję ludziom, chcę, żeby było szczere, nawet jeśli jest bardzo proste.

Czy pamiętasz moment, w którym poczułaś, że słowo może realnie wspierać innych ludzi, szczególnie w trudnych doświadczeniach?

To nie był jeden moment. Raczej wiele wiadomości, które przychodziły po publikacjach i wciąż przychodzą. Ktoś napisał, że dzięki mojemu tekstowi łatwiej było mu przetrwać kolejny dzień. Ktoś inny, że pierwszy raz od dawna poczuł się zrozumiany. Były też wiadomości od osób w żałobie, rodziców, ludzi zmagających się z samotnością. Za każdym razem miałam poczucie ogromnej pokory, bo zrozumiałam, że słowo nie musi rozwiązywać problemów, żeby miało znaczenie. Czasem największym darem jest to, że człowiek przestaje czuć się samotny w swoim bólu. Chociaż na moment. Że wie, że gdzieś po drugiej stronie jest ktoś, kto nie odwraca wzroku.

Temat choroby i odchodzenia dzieci to niezwykle delikatna i wymagająca przestrzeń. Co sprawia, że jesteś na nią tak uważna i otwarta?

Od zawsze byłam osobą wysokowrażliwą. Myślę, że tego sposobu patrzenia na życie nie wybieramy, ale otrzymujemy w prezencie od Boga. Później pozostaje tylko odpowiedź na pytanie, co z tym darem zrobimy, bo przyznać trzeba, że bywa trudny do okiełznania, ale nie zamieniłabym go na żaden inny. Historia chorego człowieka zatrzymuje mnie natychmiast, a gdy dotyczy dziecka, odczuwam to podwójnie. Może dlatego, że każda taka opowieść konfrontuje mnie z tym, co najważniejsze – z kruchością życia, z bezradnością, bo przecież dzieciństwo i cierpienie to największy kontrast, ale też z miłością, która nie zna granic. A może szczególnie dlatego, że sama jestem mamą i wiem, co znaczą przepłakane noce i strach o własne dziecko? Nie życzę nikomu tego drżenia, a rodzice chorych maluchów muszą się z tym zmagać każdego dnia, często mając świadomość, że jutro nie będzie łatwiejsze. Ci rodzice, dla mnie bohaterowie, każdego dnia uczą, czym naprawdę jest oddanie. Patrzę na nich z ogromnym szacunkiem. Z przekonaniem, że za każdą historią stoi człowiek, którego godność zawsze jest ważniejsza niż opowieść o jego bólu. Poza tym, odchodzenie dotyczy każdego z nas, bez wyjątku. Od tego jednego nie uciekniemy, warto więc szukać w tym, paradoksalnie, źródła siły i pięknego życia, zamiast umierać jeszcze przed śmiercią.

Jakie emocje towarzyszą Ci, gdy piszesz o dzieciach objętych opieką paliatywną i ich rodzinach?

To jest jedno z moich najtrudniejszych doświadczeń, a jednocześnie najgłębszych. Takie, które dzieje się przede wszystkim wewnątrz mnie. Bo ja wcale nie chciałabym musieć o tym pisać, chciałabym, żeby nie było o czym, ale cierpienie, zmagania, trudności, to nierozerwalne elementy naszego bycia tutaj. Mojemu pisaniu towarzyszy zatem skupienie i pokora. Ciągle zadaję sobie pytanie, czy moje słowa nikogo nie zranią, czy nie uproszczą czegoś, co jest niewyobrażalnie delikatne. Oczywiście, nie będę koloryzować, jest w tym morze smutku, ale jeszcze bardziej intensywne jest wzruszenie i ogromny podziw. Bo im częściej poznaję rodziny zmagające się z chorobą dziecka, tym bardziej widzę, że obok tego cierpienia istnieje tam niezwykła miłość. Cicha, wierna, codzienna. Taka, która nie potrzebuje wielkich słów. Uczy mnie wdzięczności za zwyczajne dni i przypomina, jak niewiele potrzeba, żeby być blisko drugiego człowieka.

Jakie wartości, które są dla Ciebie ważne w życiu, odnajdujesz również w działaniach Fundacji Hospicjum Pomorze Dzieciom? Jak opisałabyś tę wspólną przestrzeń wartości i co sprawia, że jest Ci ona tak bliska?

Fundamentem mojego życia jest wiara. Taka, którą się żyje, a nie tylko zamyka w formułkach. Która nie znika wtedy, gdy przychodzą najtrudniejsze wyzwania, ale zostaje. Czasem w bólu, bezsilności, buncie, a czasem w prostocie, czułości czy chwili wytchnienia. Która nie zawsze daje odpowiedzi, za to daje siłę, żeby nie odchodzić od człowieka wtedy, kiedy najbardziej potrzebuje drugiego. To właśnie odnajduję w działaniach Fundacji. Ludzi, którzy nie uciekają od cierpienia. Którzy są obok nie z obowiązku, ale z miłości. Którzy potrafią być przy rodzinie także wtedy, gdy nie da się już niczego naprawić. To jest niezwykle bliskie mojemu rozumieniu życia. Uważam, że największe rzeczy dzieją się nie w spektakularnych gestach, ale w codziennej obecności, cierpliwości i, wbrew pozorom, ta maleńkość, w rzeczywistości buchającej z każdej strony bodźcami, bywa największym wyzwaniem.

Gdybyś miała opisać jednym obrazem lub słowem to, co łączy Twoje wartości z tym, co robi Fundacja Hospicjum Pomorze Dzieciom, co by to było?

Jednym słowem? Niech to będzie „obecność”. A jeśli obrazem, to widzę dłonie, które nie puszczają drugiego człowieka nawet wtedy, gdy nie potrafią już zmienić jego losu. Podtrzymują, głaszczą, tulą. Bo czasem największym wyrazem miłości nie jest znalezienie rozwiązania, ale właśnie pozostawanie obok. Do końca. Zawsze podziwiam taką wytrwałość, szczególnie we współczesnej kulturze „instant”, modzie na nowe i idealnie piękne.

Co chciałabyś, aby członkowie społeczności „Żyj Bardziej” zrozumieli lub poczuli po przeczytaniu Twoich tekstów dotyczących dzieci w hospicjum?

Chciałabym przede wszystkim, żeby zobaczyli tu miłość, a nie tylko skupili się na cierpieniu. Bo kiedy patrzymy z daleka, najłatwiej dostrzec ból. A ja chciałabym pokazywać także to, co jest od niego silniejsze. Miłość rodziców, oddanie opiekunów, dziecięca radość, czułość, która trwa pomimo. Marzę o tym, żeby po przeczytaniu tych historii ludzie stawali się bardziej uważni. Żeby częściej zatrzymywali się przy drugim człowieku. Żeby nie bali się obecności tam, gdzie tak trudno znaleźć słowa. Nie mamy wpływu na wszystko, co wydarza się w życiu, ale zawsze mamy wpływ na to, czy przejdziemy obok obojętnie. I wierzę, że właśnie od takich małych decyzji zaczyna się świat, w którym jest więcej dobra, a takiego wszyscy przecież chcemy. Dla siebie, dla naszych dzieci.

Twoje zaangażowanie ma także wymiar praktyczny. Jesteś jedną z tych osób, które wspierają naszych podopiecznych pomimo tego, że na co dzień nie bywasz w Gdańsku. Czy możesz powiedzieć naszym czytelnikom o znaczeniu akcji „ZOSTAŃ ANIOŁEM„?

Od dziecka angażowałam się w długofalowy wolontariat. Dla mnie to jedna z najpiękniejszych form pomagania, bo opiera się na wierności.

To decyzja, żeby być obok nie tylko wtedy, gdy poruszy nas jakaś historia czy świąteczna zbiórka, ale każdego dnia, miesiąca, z poczuciem odpowiedzialności za drugiego człowieka. Jednorazowa pomoc potrafi przynieść wiele dobra, ale to regularne wsparcie daje coś ważniejszego – poczucie bezpieczeństwa. Dzięki niemu rodziny mogą skupić się na tym, co najcenniejsze, na byciu razem, zamiast każdego dnia martwić się, czy wystarczy środków na kolejną pomoc.

Zostań Aniołem” jest dla mnie właśnie wyborem tej wiernej obecności. Dowodem na to, że nie trzeba mieszkać blisko, żeby być blisko naprawdę. Wierzę, że świat zmienia się nie tylko dzięki wielkim akcjom, ale przede wszystkim dzięki temu, że z pomagania uczynimy nie wielkie święto, a styl życia. Tylko i aż tyle.

Wywiad przeprowadził Marcin Żukowski

Dołącz do akcji ZOSTAŃ ANIOŁEM, wesprzyj Podopiecznych Hospicjum Pomorze Dzieciom: https://pomagam.pomorzedzieciom.pl/

Hospicjum Pomorze Dzieciom

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.